Budżet sprzyjający inwestycjom z wyższym deficytem
Ministerstwo Finansów Republiki Czeskiej przedstawiło projekt budżetu państwa na rok 2027, który samo określa jako zdecydowanie sprzyjający inwestycjom. Według serwisu E15 wydatki kapitałowe mają wzrosnąć w ujęciu rok do roku o 26,4 miliarda koron do 289,6 miliarda CZK. Z punktu widzenia inwestycji publicznych oznaczałoby to wyjątkowo wysoką kwotę.
Struktura finansowania ulega jednak zmianie. Inwestycje finansowane ze środków krajowych mają wzrosnąć o 47,7 mld koron, podczas gdy środki unijne przeznaczone na inwestycje mają spaść o 21,2 mld koron. Państwo planuje zatem zrekompensować utratę środków unijnych własnymi wydatkami – co znajduje odzwierciedlenie w bilansie budżetowym.
Deficyt ma się pogłębić w porównaniu z tegorocznym planem. Podczas gdy na bieżący rok deficyt zaplanowano na 310 miliardów koron, projekt na rok 2027 zakłada 389 miliardów koron. Różnica między ambicjami inwestycyjnymi a stanem finansów publicznych jest zatem wyraźna.
Gospodarka nie znajduje się już w fazie recesji
Kontekstem dla planowanych inwestycji jest poprawa wyników czeskiej gospodarki. Ekonomiści z Komerční banky, Czeskiego Banku Narodowego (ČNB) oraz samego ministerstwa są zgodni, że gospodarka krajowa nie znajduje się już w głębokiej recesji.
Komerční banka spodziewa się w tym roku wzrostu PKB o 2,1 procenta, a na rok 2027 przyspieszenia do 2,6 procenta. Podobnie optymistyczne jest Czeskie Bank Narodowy, który w swojej letniej prognozie przewiduje na przyszły rok wzrost o 2,7 procent. Ministerstwo Finansów w swojej sierpniowej prognozie makroekonomicznej jest nieco bardziej konserwatywne i szacuje wzrost na 2,4 procent. Różnice między poszczególnymi szacunkami są zatem stosunkowo niewielkie, a wszystkie zmierzają w tym samym kierunku.
Pozostaje pytanie, czy gospodarka w ogóle będzie w stanie wchłonąć większy wolumen inwestycji publicznych. Według badania CEEC Research firmy budowlane podają, że wykorzystują swoje zasoby ludzkie w około 93 procentach. Sektor, na którym w znacznej mierze opierają się inwestycje publiczne, działa zatem niemal na granicy swoich możliwości.
Ryzyko droższych projektów
Właśnie wysokie obciążenie sektora budowlanego stanowi kluczowe ograniczenie. Jeśli państwo zwiększy popyt na prace budowlane w momencie, gdy firmy nie dysponują wystarczającymi wolnymi mocami produkcyjnymi, istnieje ryzyko, że rekordowe wyniki inwestycyjne przełożą się raczej na wzrost cen niż na rzeczywistą liczbę ukończonych projektów. Innymi słowy – więcej miliardów niekoniecznie oznacza więcej wybudowanych dróg, mostów czy budynków.
Autor analizy opublikowanej na portalu E15 zwraca również uwagę na ryzyko tzw. efektu wypierania. Zakrojone na szeroką skalę inwestycje publiczne mogą konkurować z sektorem prywatnym o ograniczone zasoby – czy to siłę roboczą, materiały, czy też możliwości dostawców. W rezultacie projekty publiczne mogłyby częściowo wyprzeć inwestycje prywatne, zamiast wzmocnić gospodarkę ponad to, co rynek byłby w stanie osiągnąć samodzielnie.
Co z tego wynika
Projekt budżetu na rok 2027 opiera się zatem na dwóch sprzecznych tendencjach. Z jednej strony istnieje ambicja znacznego zwiększenia inwestycji publicznych i zastąpienia malejących środków europejskich środkami pochodzącymi ze źródeł krajowych. Z drugiej strony mamy do czynienia z pogłębiającym się deficytem i realnymi ograniczeniami wydajności gospodarki, zwłaszcza w budownictwie.
Chociaż środowisko przyspieszającego wzrostu gospodarczego stwarza wprawdzie bardziej sprzyjające warunki dla ambitniejszej polityki budżetowej, samo zwiększenie wydatków kapitałowych nie gwarantuje jeszcze odpowiednich korzyści. Decydujące znaczenie będzie miało to, czy uda się rzeczywiście przekształcić inwestycje w ukończone projekty, a nie tylko w droższą realizację istniejących planów.
Dla monitorowania skutków istotne będzie to, jak będzie kształtować się dynamika cen w budownictwie, czy wzrośnie potencjał sektora oraz w jakim stopniu potwierdzą się optymistyczne prognozy wzrostu PKB. To właśnie te czynniki zadecydują o tym, czy budżet na rok 2027 zostanie odebrany jako rzeczywiście sprzyjający inwestycjom, czy też jedynie jako droższa wersja dotychczasowej polityki.



