Odważne liczby z Gabinetu Owalnego

Według serwisu CNBC prezydent USA Donald Trump oświadczył, że amerykańska gospodarka mogłaby rosnąć w tempie nawet 20%. Wypowiedzi te padły podczas wydarzenia w Gabinecie Owalnym poświęconego porozumieniom w sprawie obniżenia cen leków na receptę, gdzie prezydent stopniowo wymienił kilka ambitnych wartości – 14, 15, 16, a w końcu nawet 20 procent.

Częścią jego wystąpienia było również jasne przesłanie skierowane do amerykańskiego banku centralnego. Według Trumpa szybki wzrost gospodarczy nie powinien skłaniać Fed do podnoszenia stóp procentowych. Wręcz przeciwnie, argumentował, że Stany Zjednoczone powinny mieć najniższe stopy procentowe na świecie.

Rzeczywistość w liczbach

Jeśli porównamy obietnice prezydenta z twardymi danymi, obraz sytuacji jest znacznie bardziej trzeźwy. Według danych Biura Analiz Ekonomicznych (BEA) realny PKB od 1947 roku osiągnął roczny wzrost na poziomie 20% i więcej tylko w jednym kwartale w całej historii tych pomiarów.

Tym rekordowym okresem był trzeci kwartał 2020 roku, kiedy to gospodarka ponownie się otworzyła po lockdownach związanych z pandemią COVID-19, a tempo wzrostu wyniosło 34,9% w ujęciu rocznym. Było to jednak techniczne odbicie od dna – poprzedni kwartał tego samego roku odnotował bowiem spadek w ujęciu rocznym wynoszący około 28%. Drugim najsilniejszym kwartałem w historii był pierwszy kwartał 1950 r. ze wzrostem o 16,7%, czyli okres po zakończeniu II wojny światowej.

Obecne dane pokazują natomiast znacznie bardziej umiarkowaną dynamikę. Realny PKB wzrósł w pierwszym kwartale 2026 r. o 2,1%, a w drugim kwartale tempo wzrostu spowolniło do 1,5% w ujęciu rocznym. Rzeczywistość jest więc bardzo odległa od dwucyfrowych wartości, o których mówi prezydent.

Spór o stopy procentowe i inflację

Presja wywierana przez Trumpa na Fed pojawia się w delikatnym momencie. Bank centralny utrzymuje stopę bazową w przedziale od 3,5% do 3,75% i na lipcowym posiedzeniu pozostawił ją bez zmian. Decyzja ta nie była jednak jednogłośna – trzech przedstawicieli głosowało za podwyżką o ćwierć punktu procentowego.

Kluczowym problemem pozostaje inflacja, która według CNBC utrzymuje się powyżej celu Fed wynoszącego 2%. Właśnie dlatego wielu obserwatorów banku centralnego spodziewa się, że do podwyżki stóp może dojść na wrześniowym posiedzeniu komitetu FOMC. Wizja prezydenta dotycząca niskich stóp procentowych w połączeniu z gwałtownym wzrostem gospodarczym zderza się zatem z obawami twórców polityki pieniężnej, którzy starają się zapobiec utrwaleniu się oczekiwań inflacyjnych na wyższym poziomie.

Sprzeczność jest oczywista: podczas gdy Trump łączy silny wzrost gospodarczy z argumentem za złagodzeniem polityki pieniężnej, standardowa logika ekonomiczna łączy natomiast gwałtowny wzrost z ryzykiem przegrzania gospodarki i wyższej inflacji, a więc z presją na wyższe, a nie niższe stopy procentowe.

Co to oznacza dla rynków

Oświadczenie o 20-procentowym wzroście należy traktować raczej jako retorykę polityczną niż realną prognozę. Dane historyczne wyraźnie pokazują, że takie tempo wzrostu występuje jedynie w absolutnie wyjątkowych sytuacjach związanych z ożywieniem gospodarczym po głębokim załamaniu lub po wojnie, a nie jako trwały standard.

Dla inwestorów istotniejsza jest sama, utrzymująca się presja Białego Domu na Fed. Kwestia niezależności banku centralnego i kierunku zmian stóp procentowych pozostaje jednym z głównych tematów, które mogą wpływać na rynki. Jeśli rzeczywiście spełnią się oczekiwania części analityków i Fed podniesie stopy we wrześniu, będzie to sprzeczne z życzeniami prezydenta – a napięcie między przedstawicielami polityki a władzami monetarnymi prawdopodobnie jeszcze wzrośnie.

Decydujące znaczenie będą miały więc nie dwucyfrowe obietnice, ale konkretny przebieg inflacji oraz reakcja FOMC. To właśnie tam w najbliższych tygodniach rozegra się prawdziwa historia, która wpłynie zarówno na rentowności obligacji, jak i na nastroje na rynkach akcji.