Kiedy rynek wycenia firmę niżej niż jej środki pieniężne

Europejski przemysł motoryzacyjny przechodzi burzliwy okres, co dobrze ilustruje pewne niezwykłe zjawisko giełdowe. Według serwisu E15 kapitalizacja rynkowa niektórych producentów samochodów spadła poniżej wartości ich środków pieniężnych i aktywów płynnych po odliczeniu zadłużenia. Innymi słowy – rynek akcji wycenia całą działalność firmy na mniej niż wynosi wartość środków pieniężnych, jakie posiada.

Taka ekstremalna sytuacja dotyczy przede wszystkim Renault i BMW. Volkswagen plasuje się tuż powyżej wartości posiadanej gotówki, a do podobnego stosunku zbliża się również Mercedes-Benz. Jest to wyjątkowy sygnał, który zazwyczaj odzwierciedla głęboki brak zaufania inwestorów do przyszłego rozwoju branży.

Skąd bierze się pesymizm

Problemy mają kilka źródeł. Znaczna część trudności pochodzi z Chin, gdzie sprzedaż zachodnich marek od dawna spada. Krajowi producenci, tacy jak BYD, Geely czy XPeng, przejmują klientów, a jednocześnie rozszerzają swoją działalność na Europę – zarówno poprzez eksport, jak i budowę własnych fabryk.

Do tego dochodzą cła importowe, które podniosła administracja Donalda Trumpa i które obniżają marże na rynkach zagranicznych. Ponadto europejskie przepisy zmuszają producentów samochodów do sprzedaży pojazdów elektrycznych z niższymi marżami niż te, do których firmy były przyzwyczajone.

Wpływ na rentowność jest widoczny. Mercedes-Benz spodziewa się w tym roku marży operacyjnej na poziomie zaledwie 3–5 procent, mimo że wcześniej rutynowo osiągał dziesięć procent i więcej. BMW zakłada rentowność operacyjną poniżej pięciu procent, czyli mniej więcej na poziomie połowy poprzedniego poziomu.

Pięcioletni bilans w liczbach

Zmiany kursów akcji w ciągu ostatnich pięciu lat pokazują zróżnicowane losy poszczególnych marek:

  • Volkswagen: -65%, obecnie około 73 euro
  • BMW: -29%, notowane na poziomie około 59 euro
  • Mercedes-Benz: -26%, około 47 euro
  • Renault: -15%, około 27 euro

Europejski przemysł motoryzacyjny nie jest przy tym sprawą marginalną – zatrudnia miliony ludzi i generuje ponad 8 procent PKB całej Unii Europejskiej. Ewentualne trudności mogą zatem wpłynąć na całą gospodarkę.

Kto przyciąga, a kto odstrasza

Wśród analityków panuje dość wyraźna linia podziału. Bardziej pozytywnie oceniają perspektywy BMW, natomiast wobec Volkswagena są powściągliwi. BMW przyciąga uwagę nową generacją samochodów elektrycznych o nazwie Neue Klasse. Z kolei Volkswagen przechodzi bolesną restrukturyzację – likwiduje ponad sto tysięcy miejsc pracy i zamyka fabryki.

Różnice w podejściu widać również w praktyce czeskich inwestorów. Fundusze J&T od dawna utrzymywały akcje Volkswagena, obecnie jednak częściowo się ich pozbywają. Z kolei zarządzający portfelem w J&T, Michal Semotan, ma akcje BMW w swoim osobistym portfelu.

Co z tego wynika

Sytuacja, w której rynek wycenia firmę niżej niż jej czystą gotówkę, zazwyczaj oznacza jedną z dwóch rzeczy – albo rynek dostrzega w przyszłości zasadniczy problem strukturalny, albo wręcz przeciwnie, oferuje szansę dla odważniejszych inwestorów. W przypadku europejskich producentów samochodów najwyraźniej mieszają się oba te czynniki.

Z jednej strony mamy presję ze strony chińskiej konkurencji, cła, kosztowne przejście na elektromobilność oraz malejące marże. Z drugiej strony istnieją marki dysponujące ogromnymi zasobami gotówki, które w przypadku skutecznej obrony pozycji rynkowych mogą zaoferować wartość za niską cenę. Decydujące znaczenie będzie miało to, czy europejscy producenci zdołają obronić swoją konkurencyjność w okresie, gdy globalny rynek motoryzacyjny przechodzi restrukturyzację. Właśnie dlatego zainteresowanie inwestorów skupia się obecnie raczej na BMW i Renault niż na borykającym się z problemami Volkswagenie.