ETF opcyjne przeżywają boom
Kategoria funduszy notowanych na giełdzie, opartych na strategiach opcyjnych, odnotowała w ostatnich latach znaczny rozkwit. Według danych Morningstar Direct, na które zwrócił uwagę serwis Yahoo Finance, liczba tych produktów rośnie niemal co roku od 2021 roku. Obecnie jest to ponad 700 funduszy, co zaczyna budzić wśród doradców finansowych pytania, czy rynek nie zbliża się do punktu nasycenia.
Sektor ten obejmuje przy tym dwie główne grupy. Pierwszą z nich są tzw. fundusze typu „derivative-income”, które generują dochód ze sprzedaży opcji. Drugą stanowią produkty typu „defined-outcome” (buffer) o zdefiniowanym wyniku, których celem jest zapewnienie inwestorom ochrony przed spadkami na rynku.
Liczby ilustrujące wzrost
Dynamika ta jest szczególnie widoczna w przypadku funduszy typu „derivative-income”. Podczas gdy w 2021 roku na rynek trafiło zaledwie osiem takich funduszy, w 2025 roku było ich już 102, a w bieżącym roku – około 55. W przypadku funduszy ETF typu „defined-outcome” ogólny przyrost jest jeszcze bardziej wyraźny – od 2021 r. do ubiegłego miesiąca wprowadzono na rynek około 440 takich funduszy.
Symbolem sukcesu całej kategorii stał się fundusz JPMorgan Equity Premium Income ETF (JEPI). Fundusz ten zwrócił na siebie uwagę wynikami osiągniętymi w 2022 r., kiedy to jego całkowity zwrot spadł zaledwie o nieco ponad 3%, podczas gdy indeks S&P 500 stracił około 20%. To właśnie zdolność do łagodzenia strat w burzliwym roku przyciągnęła kapitał – aktywa JEPI wzrosły z niecałych 6 mld USD na koniec 2021 r. do około 46 mld USD.
Goldman Sachs stawia na ekspansję
O atrakcyjności tego segmentu świadczy również fakt, że wchodzą do niego wielcy gracze poprzez przejęcia. W kwietniu Goldman Sachs sfinalizował przejęcie spółki Innovator ETFs, która należy do twórców funduszy buforowych. Wkrótce potem bank ogłosił również przejęcie firmy NEOS Investments, specjalizującej się w ETF-ach opartych na dochodach z instrumentów pochodnych, za około 2,3 mld USD.
Po sfinalizowaniu obu transakcji Goldman Sachs będzie miał w swojej ofercie ponad 220 funduszy ETF opartych na opcjach. Krok ten podkreśla, że uznane instytucje finansowe postrzegają strategie opcyjne jako perspektywiczny obszar, w którym opłaca się pozyskać gotowe zaplecze eksperckie oraz gamę produktów.
Ostrożność doradców
Rosnący napływ nowych produktów skłania jednak niektórych ekspertów do ostrożności. Cyrus Amini, dyrektor inwestycyjny (CIO) w firmie Hyphen Wealth Management, według serwisu Yahoo Finance ogranicza alokację w funduszach ETF opartych na opcjach do 5–8% portfela klienta. Takie podejście sugeruje, że pomimo interesujących cech tych funduszy, należy je traktować raczej jako uzupełnienie, a nie jako trzon portfela inwestycyjnego.
Co to oznacza dla inwestorów
Gwałtowny wzrost liczby produktów ma dwie strony. Z jednej strony zapewnia inwestorom szerszy wybór i możliwość celowego łączenia strategii ukierunkowanych na generowanie dochodu z tymi, które łagodzą spadki na rynku. Doświadczenia z 2022 roku, kiedy to indeks JEPI znacznie przewyższył wynik szerszego indeksu, pokazują, dlaczego instrumenty te zyskały popularność właśnie w okresie niepewności rynkowej.
Z drugiej strony, przy ponad 700 produktach rośnie ryzyko, że wiele nowych funduszy będzie się pokrywać lub że trudno będzie zorientować się w ofercie. Kwestia przesycenia rynku, którą poruszają doradcy, jest zatem uzasadniona. Nie każdy nowo wprowadzony fundusz musi oferować wartość dodaną, a różnice w strukturze, kosztach i sposobie generowania dochodu mogą być trudne do zrozumienia dla laika.
Połączenie organicznego wzrostu segmentu i konsolidacji poprzez duże przejęcia, takie jak to przeprowadzone przez Goldman Sachs, wskazuje jednak, że opcyjne fundusze ETF przestały być marginalną ciekawostką, a stały się ugruntowaną częścią rynku. Dla inwestorów oznacza to, że warto zwrócić uwagę na to, jaką konkretną strategię stosuje dany fundusz i jak wpisuje się on w ogólną strukturę portfela.



