Obligacje kuszą zyskiem, pytanie brzmi: jaką ceną
Według serwisu MarketWatch rentowności obligacji utrzymują się na najwyższym poziomie od kilku lat. Dla inwestorów, którzy od dawna poszukiwali sensownej stopy zwrotu w środowisku niskich stóp procentowych, brzmi to jak długo oczekiwana okazja. Wyższa stopa zwrotu oznacza bowiem zazwyczaj bardziej atrakcyjny punkt wejścia – ale tylko wtedy, gdy cena obligacji rzeczywiście odpowiada ich rzeczywistej wartości.
Właśnie o to toczy się jednak spór wśród analityków. Dwóch strategów cytowanych przez serwis MarketWatch nie zgadza się co do tego, czy obligacje są już wystarczająco tanie, aby opłacało się je teraz kupować, czy też lepiej jeszcze poczekać.
Co faktycznie determinuje wysokość rentowności
Aby inwestor zrozumiał, czy obligacja jest tania, czy droga, musi spojrzeć głębiej niż na bieżącą rentowność. Nie jest to bowiem liczba przypadkowa. Zgodnie z opisywanym mechanizmem rentowność obligacji składa się z kilku składników.
Pierwszym i kluczowym elementem jest rynkowa prognoza średniej stopy funduszy federalnych na najbliższe dziesięć lat. Inwestorzy zasadniczo przewidują, w jakim kierunku, ich zdaniem, podąży polityka pieniężna w całym dziesięcioletnim horyzoncie, a ta oczekiwana średnia staje się podstawą, wokół której oscylują rentowności.
Drugim składnikiem jest rekompensata za ryzyko związane z prognozą. Ponieważ nikt nie wie, jak dokładnie będzie wyglądała gospodarka i stopy procentowe za dziesięć lat, inwestorzy żądają dodatkowej premii – swego rodzaju zabezpieczenia przed niepewnością związaną z długoterminową prognozą. Im większa niepewność, tym większej rekompensaty wymaga rynek, a tym samym tym wyżej ustabilizują się rentowności.
Ta dwuskładnikowa logika jest ważna, ponieważ wysoka rentowność sama w sobie nie oznacza automatycznie korzystnego zakupu. Jeśli wysoka rentowność odzwierciedla jedynie oczekiwania dotyczące trwale wyższych stóp procentowych oraz odpowiednią premię za ryzyko, obligacja może być wyceniona uczciwie – czyli ani drogo, ani tanio.
Barclays: uczciwa cena, ale jeszcze nie korzystna
Według serwisu MarketWatch właśnie do takiego wniosku skłania się bank Barclays. Jego analitycy oceniają obligacje jako wycenione uczciwie – oznacza to, że aktualne rentowności w przybliżeniu odpowiadają temu, co powinny oferować w oparciu o spodziewaną zmianę stóp procentowych i premię za ryzyko.
Rzetelna wycena nie jest jednak tym samym, co korzystna okazja. Według Barclays obligacje nie są na razie naprawdę tanie, a więc nie oferują rentowności, która znacznie przewyższałaby ich rzeczywistą wartość. Dla bardziej ostrożnego inwestora oznacza to, że brakuje powodu do natychmiastowego i agresywnego zakupu – obligacje zapewniają rozsądną wartość, ale nie jest to wyjątkowa okazja.
Przeciwko temu stoi opinia drugiego stratega, który w obecnym poziomie rentowności dostrzega bardziej atrakcyjny punkt wejścia. Właśnie ta sprzeczność ilustruje, jak różnie można interpretować te same dane w zależności od tego, jakich przyszłych stóp procentowych się oczekuje i jaką premię za ryzyko inwestor uważa za wystarczającą.
Jakie wnioski z tego wyciągnąć
Debata między dwoma strategami przypomina, że decyzja o zakupie obligacji nie opiera się wyłącznie na analizie bieżącej rentowności. Kluczowe znaczenie ma to, czy obecny poziom wystarczająco rekompensuje ryzyko i czy odpowiada oczekiwanej ewolucji polityki pieniężnej w ciągu najbliższych dziesięciu lat.
Dla inwestorów wynika z tego kilka praktycznych wniosków:
- Wysoka rentowność nie oznacza jeszcze korzystnego zakupu. Należy ocenić, co się za nią kryje – oczekiwane stopy procentowe i premia za ryzyko.
- Rynkowa wycena to coś innego niż zniżka. Według Barclays obligacje są wycenione rynkowo, ale nie tanio, więc pole do osiągnięcia nadzwyczajnego zysku jest bardziej ograniczone.
- Rozbieżności między analitykami są czymś normalnym. Różne założenia dotyczące przyszłych stóp procentowych prowadzą do odmiennych wniosków, nawet jeśli opierają się na tych samych danych liczbowych.
Rentowności na najwyższym poziomie od lat z pewnością zwiększają atrakcyjność obligacji w porównaniu z niedawną przeszłością. To, czy jest to jednak wystarczający powód do zakupu, zależy od tego, której ze stron inwestor przyzna rację – oraz od tego, jak sam postrzega ryzyko związane z długoterminowymi prognozami zmian stóp procentowych.



